loading-indicator

LOADING

loading-indicator

LOADING

loading-indicator

LOADING

Królowa Lugnaquilla
Do Królowej nie dojdzie się tak po prostu. Trzeba najpierw przejść przez cały dwór”, czyli przez mniejsze górki. Lugnaquilli nie zobaczy się z dolin. Każdą wyprawę do niej nazywam audiencją”, bo tylko od jej humoru (czyli pogody) zależy, czy nas łaskawie dopuści do szczytu, do tronu”. Trzeba mieć szlachetne pobudki i odpowiednie przygotowanie...
Za pierwszym razem mi się nie udało. 1 maja 2017, wyruszyłam za późno, po drodze kupowałam jeszcze prowiant, w końcu na parkingu Baravore znalazłam się... już po 12tej, czyli po południu! A wybrałam trasę wzdłuż doliny, właściwie trochę naokoło. Zaczęłam od Glenmalure (zobacz wpis Conavalla”, to jest właśnie dolina stu wodospadów”), potem skręciłam w lewo, kawałek Table Track wzdłuż linii wojskowego terenu strzelniczego. Ostrożnie! Trzeba uważać, bo mogą być niewypały... ścieżka gubiła się i znajdowała znowu. Ale doszłam na szczyt Camenabologue i zobaczyłam ją... zapierającą dech w piersiach, majestatyczną... Z daleka. Lugnaquilla jest rozłożysta, szeroka. Spróbowałam do niej dojść... ale na przełęczy nasze cienie zrobiły się za długie, było już po piątej. Podjęłam decyzję, że bezpieczniej będzie zejść już w dolinę, wzdłuż strumyka, stromym Fraughanrock Glen. Na parking dotarłam niewiele przed zachodem słońca.
Drugie podejście: też od Glenmalure, tym razem zygzakami”, czyli malowniczą, meandrującą zboczem ścieżką przy wodospadzie.
Było to 1 czerwca, 2020. Właściwie trwał jeszcze lockdown, ograniczenie do 5 kilometrów, ale za tydzień już miało być zniesiesione. A mnie świerzbiła... głowa, już gotowa na wyprawy. Poszłyśmy we trzy - to była wyprawa inauguracyjna grupy Górskie Kozice”. Trochę poprzeglądalam Internet, sprawdzałam pogodę, zrobiłam research tras, w końcu wybrałam tę optymalną. Pogoda dopisała, miałyśmy naprawdę wspaniały dzień! Opalenizna schodziła z nas potem jeszcze długo. Jedyni ludzie, jakich spotkałyśmy na szczycie, to byli Polacy! Żeby odczarować poprzednie nieudane” podejście, zeszłam tą samą trasą, przez Fraughanrock Glen. Nadal była stroma, ale jeszcze bardziej dzika, obrośnięta, prawie kostkę skręciłam. Z górami nie ma żartów.
Do trzech razy sztuka... trzecia audiencja była udana. Zaczynaliśmy w pełnym słońcu, (tym razem byłam w męskim towarzystwie :) ale w miarę wysokości wchodziliśmy w chmury. Tym razem od strony Glen of Imaal. Powitała nas tabliczka Welcome to Lugnaquilla” i drewniany mostek przez strumień, kilka schodków i całkiem przyjemna ścieżka, prosto pod górę. Keadeen, kształtna górka, za naszymi plecami, wzbogacała pejzaż. Nawet Mount Leinster pokazała się na horyzoncie, zanim weszliśmy we mgłę. Stado jeleni (16 sztuk!) przebiegło nam drogę, gdy schodziliśmy z pierwszego szczytu, Balineddan. Drugi szczyt, Slievemaan, był bardzo błotnisty. A potem, najbardziej stromy kawałek i - cel! Płaskowyż Percy’s Table, czyli szczyt Lugnaquilli! Dotarliśmy, chociaż na samej górze temperatura mocno spadła. Pojawiły się nawet lodowe kwiaty” czyli pięknie zamarznięte trawy. Działo się to w połowie listopada. Koło punktu triangulacyjnego zrobiliśmy piknik, ale krótki, musieliśmy chować się za kamieniami, bo tak wiało. Nawet herbatę z termosu trzeba było pić w rękawiczkach. No i ta mgła... piękna, ale niebezpieczna. Jeden z samotnych, spotkanych wędrowców, skarżył nam się, że prawie zabłądził ...
Rzeczywiście, i my wracając musieliśmy uważnie śledzić ścieżkę. Pomagały nam skały, punkt orientacyjny, bo zamierzaliśmy wracać inną drogą. Gdybyśmy zboczyli o 10 metrów, moglibyśmy zejść prosto w przepaść. Nasz cel to wzgórze Camara. Kiedy wreszcie wyszliśmy z chmury, pejzaż przed nami był przepiękny. Po lewej mieliśmy zbocza, po których szliśmy w drugą stronę. Po prawej - te przepaście, w które nie wpadliśmy ;) Czuliśmy przepełniające uczucie, że coś osiągnęliśmy. To zdecydowanie jest podnoszące na duchu: zdobyć górę. I to taką, którą długo się będzie pamiętać. W dół szliśmy tak weseli, że zaczęliśmy śpiewać! Podziwialiśmy widoki, maszerując raźno.
Kryształki lodu na słupie triangulacyjnym wyglądały jak... zębiska górskiej bestii!
Widok z góry na Glen of Imaal
1.15.21
loading-indicator

LOADING